Nasze historie. Kamienne Anioły na Wzgórzu Montjuic

2 lipca 2017
Cementario Montjuic

O cmentarzu tym wspominał w swych książkach Zafone, hiszpański pisarz, znany w Polsce ze swej powieści „Cień Wiatru”. Mroczny, cichy, tajemniczy, strzeżony przez Kamienne Anioły, robi wrażenie na niejednej osobie, która postanowi go odwiedzić. Także i na mnie.

Cementario Montjuic

Fot. Beata Dymarska

Cmentarze nie są popularnymi miejscami do zwiedzania. Tym bardziej nie królują wśród miejsc, które odwiedzają młode kobiety. Kiedy jednak przeczytałam o mistycznej atmosferze Cmentarza Kamiennych Aniołów, w książkach Zafona, nie mogłam odeprzeć od siebie myśli, że muszę to miejsce zobaczyć. I nadarzyła się okazja, podczas kolejnej podróży do Barcelony, w towarzystwie przyjaciółek ze studiów. Myślicie, że trudno je było namówić do zwiedzania tak niecodziennego miejsca? Nie. Choć każda z nas ma inne charaktery i osobowości, wszystkie nas łączy chęć przeżywania wielkich przygód. I takowe nas nie odstępowały przez dwa dni.

Tyle szukałyśmy wejścia na Cmentarz na Wzgórzu Montjuic. Na posiadanych przez nas mapach nie było zaznaczonej na niego drogi, miejscowi ludzie nie bardzo umieli nam jej wytłumaczyć, bowiem za każdym razem znajdowałyśmy się bardzo daleko od wejścia. Ale po dwóch dniach udało się…

Cementario Montjuic

Fot. Beata Dymarska

Chciałyśmy spędzić na nim tylko chwilę, godzinę, dwie… z pewnością nie planowałyśmy tam pobytu przez większą część dnia. Bez wody, jakiegokolwiek planu zwiedzania weszłyśmy pomiędzy kilkupiętrowe ściany,w których znajdowały się wnęki na trumny i urny. Z początku nie robiło to na mnie wrażenia. Cmentarz jak cmentarz. Różnił się od naszych tym, że przypominał ulice (wraz ze swymi nazwami) z wielkimi, ponumerowanymi blokowiskami, z kolorowymi oknami, do których można było się dostać dzięki stojącym obok, wysokim drabinom na kółkach. Kiedy zeszłyśmy schodami niżej znalazłyśmy się wśród krypt i mauzoleów, które tworzyły dość niezwykły widok. Prawie z każdego z nich spoglądał na nas Anioł, w różnych postaciach i pozycjach. Jedne patrzyły gdzieś w dal, inne jakby wodziły za nami wzrokiem. Być może wyda Wam się dziwne to co napiszę, ale spacer po tym miejscu miał w sobie coś niezwykłego. Są tu bowiem miejsca przypominające starożytne greckie i rzymskie budowle, a są takie, w których można się poczuć jak na Angielskim Królewskim Dworze. Mieszają się tu bowiem architektoniczne nurty i style. Szczególne wrażenie zrobił na mnie elegancki, rzeźbiony w stali komplet wypoczynkowy, stojący przed jedną z krypt. Stolik i dwa krzesła czekały, aż ktoś usiądzie i wypije tam

Cementario Montjuic

Fot. Beata Dymarska

herbatę. W wielu grobowcach stoją zdjęcia pochowanych rodzin, zarówno portretowe, jak i te z życia codziennego, za szybą włożone są białe kartki, na których odręcznie opisane są historie ludzi, którzy je tworzyli, ich życie i śmierć, stoją listy z życzeniami z okazji urodzin, które miały nastąpić już po ich śmierci. Niektóre mauzolea otwarte, można do nich wejść jak do kaplic, pomodlić się, inne zamknięte z powybijanymi oknami, a jeszcze inne nowoczesne, całkowicie przeszklone. Gdzieś leżą okulary, gdzie indziej ulubione zabawki… i wszędzie Anioły. Kamienne dzieci i dorośli i… Anioły… jedne płaczące, inne uśmiechające się… Anioły. Cisza przerywana szumem wiatru i… Anioły, zakapturzone postacie, Śmierć z kosą i … Anioły. Czasem można spotkać koty, ale najczęściej… Anioły. I choć w naszych wierzeniach są to pozytywne istoty, które chronią nas od złego, w tym miejscu robiły raczej piorunujące i przerażające wrażenie. Chodząc ulicami po tym miejscu cały czas odnosi się bowiem wrażenie, że jest się przez nie obserwowanym.

Cementario Montjuic

Fot. Beata Dymarska

Zeszłyśmy na dół, dotarłyśmy do krematorium i wyjścia na… drogę szybkiego ruchu, którą nie wolno było nam iść pieszo. Wokół cisza, nikogo kto by powiedział nam co dalej, a zaczynało się już ściemniać. Żadna z nas nie zdawała sobie sprawy z tego, że zwiedzałyśmy cmentarz od kilku dobrych godzin. Dwóch napotkanych, wychodzących z krematorium mężczyzn, uzmysłowiło nam, że aby stąd się wydostać musimy wrócić na górę, tam skąd przyszłyśmy. Wydawało się to nierealne, nie pamiętałyśmy drogi, bowiem ulice i schody tworzą tu kręty labirynt korytarzy, a ostatni autobus, który jeździ po cmentarzu kilka razy dziennie, odjechał 2 godziny wcześniej… perspektywa

Cementario Montjuic

Fot. Beata Dymarska

noclegu w tym miejscu przerażała… robiło się coraz później, słońce się chowało za chmurami, a wokół wzrok Kamiennych Aniołów. Przebiegłyśmy drogę szybkiego ruchu w poprzek, pomiędzy jednym a drugim samochodem. Ryzykowałyśmy, że ktoś nas potrąci, ale miałyśmy też cichą nadzieję, że złapie nas na tym policja i odwiezie bezpiecznie do miasta. Dotarłyśmy jednak pieszo do portu, w którym wzbudziłyśmy wielki zachwyt wśród pracujących tam mężczyzn… Na szczęście, spotkałyśmy młoda, ciemnoskórą kobietę, która zaprowadziła nas na przystanek autobusowy i wytłumaczyła, że to nie jest ani pora ani miejsce na odwiedziny młodych kobiet. Wróciłyśmy do miasta pod wielkim wrażeniem jakie wywarły na nas Anioły i z postanowieniem, że na pewno jeszcze tu wrócimy.

Beata